Często po intensywnym i szkoleniowym dniu na stoku, gdy nogi pieką, a głowa paruje od nowych informacji, pojawia się pokusa: „Zasłużyłem na rozluźnienie”. Na stole ląduje alkohol.
Od razu wyjaśnijmy sobie jedno: nie mam zamiaru przekonywać Cię, że to coś złego w sensie moralnym. Nie będę Cię też straszył kwestiami bezpieczeństwa na stoku – to ważne, ale to zupełnie inna rozmowa. W tym tekście chcę Ci pokazać coś znacznie bardziej namacalnego: co w tym momencie robisz swojej nauce.
Wyobraź sobie, że cały dzień pracujesz nad nowym wzorcem ruchu, a Twój mózg z mozołem nadpisuje stare nawyki. Alkohol w tym procesie działa jak brutalne wyciągnięcie wtyczki z gniazdka w samym środku instalacji kluczowej aktualizacji. Jeśli Twoim celem na szkoleniu jest rzeczywista poprawa umiejętności, a nie tylko „przetrwanie” turnusu, warto poznać ten mechanizm. Zanim następnym razem zamówisz drinka po zejściu z trasy, dowiedz się, dlaczego Twój układ nerwowy może Ci tego nie wybaczyć przy pierwszej próbie skrętu następnego ranka.


